Moje (nie)Perfekcyjne Święta – czyli czego naprawdę potrzebuję

Moje (nie)Perfekcyjne Święta

Chciałabym się z Wami dziś podzielić tym, dlaczego tak przewrotnie nazwałam ten wpis: „Moje (nie)Perfekcyjne Święta”.

Ale aby do tego dojść zadam Wam kilka pytań.

O co chodzi w Święta Bożego Narodzenia?

Czy o ten barszcz z torebki, którego zapach prawie wyczuwalny jest przez szklany ekran?

 

Czy może o te zabawki, których dostępność w jest praktycznie większa niż wszystkich innych produktów w całym sklepie?

A może o te telefony i telewizory, co to sprawią, że ludzie będą BLIŻEJ SIEBIE?

 

I jakoś czuję, że podświadomie wiele z Was powie – NIE! Nie o to chodzi!

Podejrzewam, że raczej padłyby odpowiedzi, że chodzi o rodzinę, czas z nimi spędzony…coś na wzór tej reklamy:

 

I nie powiem łezka mi się zakręciła, kiedy ją oglądałam. Bo czyż nie jest ważne, by spędzać czas z naszymi bliskimi? Że nie ważne są te brudne naczynia, sterta prania do prasowania, lampki czy nawet brudne okna… ale nadal – czy o to chodzi w Święta Bożego Narodzenia? Czy nie można mieć czasu dla rodziny tak po prostu, codziennie?

Dziś na Facebooku przykuł mój wzrok pewien obrazek:

Ilustracja-Merry-Christmas

 

Jako chrześcijanka mam w sobie pewien bunt na tego typu praktyki, gdzie mówi się ludziom, żeby życzyli innym Happy Holidays, a nie Merry Christmas, żeby przypadkiem kogoś nie urazić. Czemu?

Ponieważ praktyka tych Świąt skupia się właśnie na tym, że to Chrystus przyszedł na świat! WSPANIAŁA NOWINA!

Zostałam wychowana w domu, w którym od zawsze i dużo mówiło się o Bogu, o tym kim jest, co Jemu zawdzięczamy. O tym kim jest Jezus (tak JEST, a nie BYŁ), co poświęcił przychodząc na ten nasz świat i co dzięki NIEMU dziś możemy mieć.

I odnoszę również takie wrażenie, że w naszych głowach wytworzył się taki obrazek, że była Maria, że urodziła w tej stajence, pasterze, mędrcy gdzieś tam po drodze w tej historii się pojawili.

Ale przez nasz zabiegany świat, gdzie wszystko musi być TU i TERAZ zapominamy, że to nie było takie SIUP i już…bo przecież tak nie było…Przez pryzmat ozdób, zakupów, prezentów gdzieś tracimy obraz tego, jak to się wszystko zaczęło, a co za tym idzie, jak się również skończyło…

Niedawno mój synek skończył 2 latka. Mamy wspaniałą pamiątkę z momentu, kiedy się urodził – pokaz zdjęć z momentów jego narodzin. I kiedy oglądam ten filmik uświadamiam sobie, jak ogromny ból, obawy, strach towarzyszył Marii i jak ogromnego poniżenia doświadczył Ten, który powinien urodzić się w pałacowych komnatach.

I dlatego dziś nie chcę się skupić na tym, by moje Święta były perfekcyjne, z idealnie nakrytym stołem, super ogarniętym mieszkaniem, pięknie przystrojoną choinką i trafionymi prezentami…

Chcę się skupić raczej na tym, by w moim sercu było miejsce dla Tego, dla którego świat nie miał miejsca kiedy się pojawił w ludzkim ciele… bo ON PRZYJDZIE ZNÓW i przyjdzie do tych, którzy są gotowi na Niego, którzy wyczekują Jego przyjścia.

 

 

 

 

Dodaj komentarz