Największy WRÓG mojej produktywności

Dziś trochę mniej przedświątecznie, ale za to bardziej osobiście 🙂

Jeśli jesteś podobna/podobny do mnie, czyli masz 1000 pomysłów na minutę, które chcesz zrealizować TU i TERAZ, to dobrze wiesz, że w momentach takiej kreatywnej fali przychodzą chwile, że masz ochotę to po prostu wszystko rzucić.

Ja mam tak od czasu do czasu. Zapalam się do jakiegoś pomysłu (pomimo, iż 10 innych rzeczy mam rozgrzebanych), robię wszystko co mogę w danej chwili, żeby to zrealizować jak najszybciej, a potem siadam za moim biurkiem i widzę tylko jeden OGROMNY bałagan.

Tu jakaś robótka z jeszcze ciepłym szydełkiem leży, tam notes z notatkami i planami, na pulpicie pootwieranych 10 zakładek, bo przecież jakiś projekt trzeba zrobić, jakiś filmik na YT, jakąś inspirację na Pinterest, która zapala mnie do kolejnych działań.

I po kilku takich godzinach/dniach/tygodniach przychodzą miesiące, w których mam wrażenie, że strasznie się napracowałam, a przecież nic tak naprawdę nie zrobiłam.

Znacie to?

I tu właśnie staję w twarzą w twarz z moim wrogiem – samą sobą.

Nie żebym siebie nie lubiła, bo muszę przyznać, że całkiem lubię swoje towarzystwo 🙂 Ale momentami mam ochotę, żeby po prostu odłączyć swój kabelek zasilający, który odpowiada za napływ wszystkich pomysłów, żeby skupić się na czymś konkretnym.

I tym też oczywiście się zajmuję, czyli poszukiwaniem mojego ZŁOTEGO ŚRODKA na ujarzmienie moich planów. Bo nie jest sztuką wpaść na pomysł, ale sztuką jest przekształcić ten pomysł w działanie, przynoszące mi konkretne rezultaty.

I przyznam się przed Wami, że nawet ten post jest efektem mojej nagłej chęci podzielenia się tym z Wami. Bo wiem, że wiele jest osób takich jak, które chcę coś osiągnąć, mają różne pomysły…tylko czasem ciężko nam je ubrać w konkretne działania.

Dlatego w najbliższym czasie będę chciała skupić się na selekcji pewnych działań, wyłuskać te, którymi chcę się zająć, a pozwolić odejść tym pomysłom, które są nie na TU i TERAZ, a być może na moje NIGDY.

I też może dlatego ten mój blog jest taki…niepoukładany. Trochę tego, trochę tamtego i ciągle coś spontanicznego.

Ale mam nadzieję już niedługo uda mi się poukładać „rzeczy w szufladkach” i stworzyć system, który pozwoli mi być w pełni produktywną, tak jak to być powinno 🙂

 

A może Wy macie jakieś sprawdzone metody/sposoby/pomysły rozpisywania sobie takich właśnie planów? Jakieś sitko, którym odsiewacie ważne od nigdy?

Dodaj komentarz